- Kai jak zwykle… - Chanyeol urwał raptownie, widząc jak zwinięty na fotelu Jongdae wtula się w poduszkę. Nie chciał odbierać mu chwili odpoczynku, których, nie oszukujmy się, nie mieli zbyt wiele. Każdy z nich na scenie dawał z siebie wszystko, jednak nie mógł pozbyć się wrażenia, że głowni wokaliści mają trochę więcej do roboty. Zamknął za sobą drzwi i najciszej jak potrafił, położył bagaż koło swojego łóżka.
- Nie musisz się tak skradać, jeszcze nie śpię. – wymamrotał Chen, uchylając powieki, by spojrzeć na przyjaciela. – Chociaż doceniam twoje poświęcenie. – uśmiechnął się kpiąco. Chanyeol prychnął i pokręcił głową z niedowierzaniem.
- Niewdzięczny troll…
- Co tam sobie miałczysz pod nosem? – Jongdae uśmiechnął się jeszcze szerzej, unosząc przy tym jedną brew.
Kto tu zawsze miałczy w łóżku, pomyślał raper, ale w ostatniej chwili ugryzł się w język i postanowił nie drążyć tematu. Wzruszył tylko ramionami i zamiast tego kiwnął głową w stronę łazienki.
- Kto idzie pierwszy?
Chen ziewnął i jeszcze głębiej zapadł się w fotel. – Możesz ty, ja póki co nie dam nawet rady się podnieść.
Chanyeol przewrócił oczami i wstał, by stanąć nad chłopakiem. Złapał go za ręce i pociągnął w górę, tym samym stawiając go na nogi.
- Idź pierwszy, wtedy położysz się wcześniej. Potem nie dam rady cię dobudzić. – popchnął go lekko w stronę drzwi.
- No dobra, niech będzie. – wokalista westchnął teatralnie i śmiejąc się w duchu, wszedł pod prysznic. Zawsze zastanawiało go jak to możliwe, że na pozór dziecinny i wiecznie uśmiechnięty Chanyeol, w rzeczywistości jest taką czułą i troskliwą osobą.
W tym samym czasie do pokoju wpadł Kyungsoo, by przypomnieć im o której mają jutro wstać i przy okazji sprawdzić, czy niczego nie potrzebują. Yeol, wiedząc, że Dośka dzieli pokój z liderem, pożegnał go słowami ‘baw się dobrze’ i na swoje nieszczęście nie zdążył w porę zamknąć drzwi. Chen, który skończył się myć i siedział już na łóżku, spojrzał na niego ze zdziwieniem i uniósł pytająco brwi.
- Małe to, a takie silne. – mruczał pod nosem raper, rozmasowując obolałe ramię i znikając za drzwiami łazienki. Minął kolejny kwadrans, a Chanyeol wrócił do pokoju i gasząc po drodze światło, skierował się w stronę łóżka, na które opadł z cichym jękiem. Od razu schował się pod kołdrą i z uśmiechem czekał na reakcję Jongdae.
- Przepraszam bardzo, co ty robisz?
- Idę spać, nie widać? – Park silił się na obojętny ton.
- Ale ja cię nie znoszę. – warknął wokalista i odrzucił kołdrę na bok. Po chwili wepchnął się do łóżka Chanyeola i krzyżując ręce na piersi, naburmuszony zaczął wpatrywać się w sufit. Yeol widząc to, roześmiał się głośno i przysunął bliżej chłopaka.
- No już kocie, nie denerwuj się. – objął go w pasie i wtulił nos w zagłębienie na jego szyi, doskonale zdając sobie sprawę z tego, jak to na niego działa. Momentalnie poczuł, że mięśnie wokalisty trochę się rozluźniły, a on sam wtula się w niego jeszcze mocniej.
- Uwielbiasz robić mi na złość, hm? – wymruczał cicho do ucha Chanyeola.
- Tylko czasem. Naprawdę mnie nie znosisz?
- Naprawdę. – odpowiedział bez większego zastanowienia Chen, choć obaj wiedzieli, że nie było to prawdą.
- Oo… ktoś tu zaraz będzie spał sam.
- No dobra, żartowałem. Kocham cię, przecież wiesz.
- Wiem, wiem. Ja ciebie też, Jongdae. A teraz śpij. – pocałował jego czoło i wdychając tak dobrze mu znany zapach chłopaka, zasnął, jak zawsze u jego boku.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz