Alexander stał przed
białymi drzwiami i po raz setny sprawdzał zgodność numeru na nich z kartką
trzymaną w ręce. Gdy uznał, że trafił pod właściwe, wszedł do środka. Rozejrzał
się po sali. Na jednym z łóżek leżało drobne ciałko w różowym szlafroku z
ryjkiem prosiaczka na kapturze. Ciemnowłosy uśmiechnął się pod nosem.
Przypomniało mu się jak jeszcze kilka dni temu przyjaciel rzucał mu się na
szyję, gdy tylko wchodził. Teraz to było niemożliwe, z każdą minutą Kevin
tracił siły. Codziennie przenosili go na inny oddział. Ten miał być ostatni.
Alex podszedł na paluszkach w stronę blondyna i delikatnie pomiział go po
policzku. Młodszy leniwie otworzył oczy, po czym posłał kumplowi lekki uśmiech.
- Jesteś w końcu. Myślałem, że się nie doczekam. -
Powiedział ospałym głosem Kevin.
- Wiesz, że odwiedzam cię kiedy tylko mogę, czyli
prawie codziennie. - Delikatne mizianie stało się tarmoszeniem policzka.
- Alex! - Jęknął blondyn, odpychając dłoń mężczyzny.
-Owszem, tak mam na imię. - Ciemnowłosy posłał mu
delikatny, ale ciepły uśmiech. - Czemu się tak dziwnie ubrałeś?
Kevin popatrzył na towarzysza spod byka:
- To ja tu dla ciebie założyłem swój sexowny
szlafroczek, a ty się nabijasz?
Alex nic nie odpowiedział. Odchylił kołnierz z
różowego materiału i przyjrzał się ranie nad obojczykiem.
- Goi się. - Wyszeptał Eusebio. - Niedługo znowu
będziemy się kłócić o miejsca przy oknie w busie.
- Nie musisz mi mydlić oczu. Wiem, że umieram. -
Odparł z powagą blondyn.
- Nie mydlę. Tak będzie. Zobaczysz. - Mężczyzna
spuścił wzrok i dodał po chwili. - Przepraszam. Gdybym nie zaciągnął cię siłą
do mojej ciotki… Nie musiałbyś teraz… - Pociągnął nosem.
- Xander, nie rozklejaj mi się tu, no! Domek twojej
cioci jest naprawdę piękny! W zaciszu, blisko lasu. - Rozmarzył się na moment.
- Tam, dałeś mi coś wspaniałego i jakbym mógł cofnąć czas, chciałbym powtórzyć
każdą chwilę. - Sięgnął po dłoń towarzysza.
- Oh, Kevin... - Rzekł rozczulony ciemnowłosy. - Jak
tylko wypiszą cię ze szpitala, pojedziemy tam i ofiaruję ci coś dla mnie
najcenniejszego.
- Już to otrzymałem. - Chłopak wpatrywał
się błyszczącymi oczami w wyższego.
- Zawsze można to powtórzyć. - Rzekł zawadiacko i
mrugnął do niego.
- Zboczeniec.
***
Następnego dnia
Alexander musiał uczestniczyć w wywiadzie i sesji zdjęciowej, także o
odwiedzinach nie było mowy. Myśląc jednak o tym, żeby Kevin się nie zanudził,
postanowił wysłać do niego Eli’a. Dzień zleciał mu szybko i męcząco, więc
uszczęśliwiony walnął się na łóżko i zasnął w tempie natychmiastowym.
***
Ciemnowłosy wszedł do
szpitala z szybko bijącym sercem. „Czego ja się tak boję? Przecież to wszystko
co się dzieje jest normalne.”
- Przepraszam, w której sali leży Woo Sung Hyun? -
Alex spytał kobietę w recepcji, która coś sprawdzała na komputerze.
Po dłuższej chwili przypatrzyła się mężczyźnie i
odrzekła ze sztuczną słodyczą w głosie:
- Bardzo mi przykro…
Te słowa wystarczyły by wychwycić aluzję.
- Rozumiem. - Odparł beznamiętnie, czym zdziwił
recepcjonistkę. - Mogę się zobaczyć z jego lekarzem?
- Owszem, gabinet po lewej. - Kobieta wyszła zza lady
by zaanonsowała gościa.
Wracając uśmiechała się delikatnie, a na twarzy miała
odmalowane wyrazy współczucia:
-Doktor pozwala panu na wizytę.
-Dziękuję.
Alex podążył do pomieszczenia i zasiadł przed osobą w
białym fartuchu.
- Witam. Spodziewałem się kogoś w tej sprawie. -
Powitał go lekarz.
- Mógłby pan powiedzieć jakie były przyczyny zgonu? -
Postanowił przejść do rzeczy.
- W nocy akcja serca została nagle zatrzymana.
- Czy pozwoli mi pan go zobaczyć?
- Bardzo bym chciał, ale ciało może oglądać tylko żona
lub rodzina.
- Nie uważa pan, że był za młody na żonę? - Eusebio
postanowił się trochę podroczyć.
Doktor odchrząknął:
- W takim razie narzeczona lub dziewczyna.
- A chłopak?
Postawione pytanie widocznie zmieszało mężczyznę w
fartuchu, masującego się po karku:
- Czyli jest pan..? - Specjalista ponownie
odchrząknął. - Oczywiście może pan… Jak najbardziej… Proszę za mną.
Zeszli do podziemi szpitala, którego górna część
prezentowała się nienagannie, za to dół był wręcz obskurny. Nagle lekarz
zatrzymał się przed kostnicą i zamarł w bezruchu, a zaskoczony ciemnowłosy
poszedł w jego ślady. Słyszał jak z oddali ktoś uderza w coś metalowego,
krzycząc przy tym w niebogłosy.
- Pozwoli pan, że wejdę pierwszy. - Zaoferował się
Alexander i nie czekając na odpowiedź wszedł do pomieszczenia. Czuł, że ma
gęsią skórkę, jednak chęć ujrzenia Kevina zwyciężyła. Doktor znalazł się tuż za
jego plecami i wskazał komorę, którą należało wysunąć, aby przyjrzeć się ciału.
Krzyk i pukanie ustało.
- Powyżej znajduje się zakład psychiatryczny, ale
pierwszy raz zachowują się tak głośno. - Tłumaczył lekarz, jednak mężczyzna
wcale nie wysilał się na słuchanie go. Lee Eusebio drżącymi dłońmi rozsuwał
worek, w którym znajdowały się zwłoki jego ukochanego. Łzy cisnęły mu się do
oczu widząc blade, chuderlawe ciałko. Odgarnął młodszemu kosmyk włosów z czoła
i zakrył wolna dłonią swoje usta nie mogąc wytrzymać napięcia. Drugą dłoń
przyłożył do miejsca w którym do niedawna była rana, a teraz pozostała po niej
tylko blizna. Wykonał gwałtowny obrót w stronę doktora, jego oczy znacznie się
powiększyły.
- Proszę pana… On…. On… Oddycha…. - Wymówił z nuta
zdziwienia, tryumfu oraz radości.
Spragniony krwi blondyn wydał charkot z gardła,
powolnie otworzył powieki, po czym rzucił się na mężczyznę w białym fartuchu.

Wreszcie! Jutro musimy świętować narodziny naszego dziecka <3 Pamiętam jak czytałam tego fika jakiś czas temu, kiedy jeszcze intensywnie słuchałam U-Kiss. Eusebio zniszczył mi głowę, już zapomniałam, jak bardzo rodzice go skrzywdzili, nadając mu tak piękne imię XD Czyta się lekko i przyjemnie, ten one-shot jest tak bardzo w Twoim stylu, że nie mogłam przestać się uśmiechać. I brawa dla Kevina, który skonsumował doktorka - ja też nie lubię służby zdrowia! (;
OdpowiedzUsuńGratulacje, brawa i w ogóle wszystkiego najlepszego dla nowego bloga! Mam nadzieję, że już niedługo się rozwinie i będą tutaj tłumy oraz masa fanfiction do czytania! <3
OdpowiedzUsuńSzczerze mówiąc jest to moje pierwsze opowiadanie z Ukiss no i ogólnie ich nie ogarniam, ale wszystko jest tak ładnie napisane, że ani razu się nie zgubiłam i wiedziałam o kim jest mowa :D Jedyny minus jaki dostrzegłam to... czemu tak krótko? ;; ;; Następnym razem poproszę o dłuższe opowiadanie dla synka!
W pierwszej części opowiadania myślałam, że wyskoczą z jakimiś wyznaniami miłosnymi, że powiedzą iż nie mogą bez siebie żyć, a im po głowie chodziło tylko jedno ._. Hahahah :D Bardzo dobrze, że Kevin nie umarł, bo myślałam, że już po nim i aż mi się smutno zrobiło :< Ale zakończenie bardzo energiczne i fajne, tak trzymać!
Hwaiting, Appa! <3