Jongin-ah… Byłeś całym moim światem. Pamiętam, kiedy pierwszy raz cię zobaczyłem. Poczułem dziwny ucisk w okolicach serca, jeden z tych, które tak naprawdę wcale nie są nieprzyjemne. Z niecierpliwością wyczekiwałem każdego następnego, wiedząc, że pojawi się kiedy tylko moje myśli zaczną krążyć wokół ciebie. Traktowałeś wszystkich z dystansem, z czasem otwierając się na kolejne osoby, ale nigdy do końca nie zdradzając swoich prawdziwych uczuć. Mimo to ja wiedziałem. I choć od samego początku zdawałem sobie sprawę, że nigdy nie spojrzysz na mnie tak, jak tego pragnąłem, potrzebowałem cię bardziej niż kogokolwiek innego. Dla ciebie byłem nikim; byłem za to czymś – zabawką, po którą sięgałeś tylko i wyłącznie wtedy, kiedy nic innego nie było w stanie ci pomóc. Po wszystkim odkładałeś mnie na zakurzoną półkę, pośród wielu innych zabawek, które znaczyły dla ciebie nie więcej niż ja. Do żadnej nie byłeś jakoś szczególnie przywiązany, w końcu zawsze mogłeś znaleźć nowe, prawda? Jednak kiedyś, jakiś czas po naszym debiucie, odniosłem wrażenie, że pośród prób, koncertów i imprez, mam w tym wszystkim specjalne miejsce. Trwało to bardzo krótko, ale wystarczająco długo, bym pokochał cię jeszcze bardziej. Niezaprzeczalnie wciąż byłem jedną z wielu innych zabawek, ale wiedziałem, że nikt inny nie był w stanie zrobić dla ciebie tego co ja. Byłem z tobą najdłużej, znałem cię lepiej niż siebie samego. Najszybciej, a zarazem najsprawniej potrafiłem ukoić twoje cierpienie oraz ból. Jako jedyny rozumiałem co tak naprawdę czujesz i jak bardzo jesteś nieszczęśliwy. Wiedziałeś o tym, więc często zdejmowałeś mnie z tej smutnej półki, na której cierpliwie czekałem na swoją kolej. Zdmuchiwałeś kurz, przytulałeś mnie do siebie z całej siły i szeptałeś gorączkowo, jak bardzo mnie potrzebujesz. ‘Kyungsoo-ah... Hyung…’ powtarzałeś w kółko, mocno zaciskając oczy i chowając twarz w moich włosach. Powtarzałeś też to, w co tak bardzo chciałem wierzyć - że jestem jedyny, że nikt inny się nie liczy. A ja chociaż nie do końca rozumiałem co masz na myśli – przecież półka nigdy nie była pusta – zaspokajałem cię godzinami, obiecując, że wszystko jakoś się ułoży. Tak bardzo chciałem ci pomóc. Tak bardzo, że gdzieś po drodze do tego mojego wymarzonego świata, w którym byłeś tylko ty i ja, zgubiłem samego siebie. Walczyłem o nasze szczęście, ale ty budowałeś mur ochronny z mokrego piasku, który wysychał na słońcu i rozpadał się. Tylko wtedy mnie wpuszczałeś. Zdarzało się, że słońce nie świeciło całymi tygodniami, wiec nawet ze mną nie rozmawiałeś. W końcu były jeszcze inne zabawki. Po pewnym czasie przestałem się tym przejmować, a przynajmniej na tyle, na ile byłem w stanie. Wystarczała mi sama świadomość, że niedługo znów będziesz mnie potrzebował i nie liczyło się nic innego. Jednak z każdym kolejnym dniem dociera do mnie, na co ci pozwoliłem. Prawda jest taka, Jongin-ah, że mnie zniszczyłeś. Czy kiedykolwiek choć trochę ci na mnie zależało? Chciałbym powiedzieć, że żałuję, ale tak nie jest. Niczego nie żałuję. Nawet teraz, znając finał tej historii, prawdopodobnie postąpiłbym dokładnie tak samo. I to nie tak, że cię nienawidzę. Po prostu nie mam już siły cię kochać. Na koniec chciałbym tylko wiedzieć co czujesz… Co czujesz, widząc w moich pozbawionych życia oczach swoją uśmiechniętą twarz?
Wow. Nie pamiętałam tego opowiadania. Przyznam, że poruszyło moje niewzruszone na Kaia serce. To takie smutne i niestety takie prawdziwe zarazem. Miłość nie istnieje w dzisiejszych czasach. T^T Biedna Dosia. Utuliłabym maluszka.
OdpowiedzUsuń;;;;;; Wpatruję się w ekran laptopa i nie wiem co powiedzieć. Nawet nie umiem poprawnie nic napisać, bo poprzednie zdanie kasowałam już chyba z dziesięć razy. Zatkało mnie. Dlaczego? W sumie z kilku powodów. Wszystkie te słowa do mnie bardzo trafiły i w pewnym sensie wiem jak się czuje DO, ponieważ czuję się tak samo. Ale to teraz jest mało ważne. Podczas czytania uczucia wylewały się na mnie, co jeszcze bardziej ułatwiło mi wczucie się w opowiadanie i sytuacje Kyungsoo. Omona, jak mi smutno jeszcze bardziej teraz ;;;;;; Kai taki nieczuły, nie mogę :<
OdpowiedzUsuńWmawiam sobie, że Do będzie teraz szczęśliwszy i jego życie się ułoży i znajdzie swoją prawdziwą miłość (co z tego, że to ff, on musi być szczęśliwy ;;;;;)
Ostatnie zdanie to totalna... miazga. Czytam je już setny raz i chyba zaraz wezmę zapiszę je na kartce i powieszę na ścianie. Wowowowow.
Miałam ochotę poskarżyć się, że krótkie, ale jak tak dłużej pomyśleć to długość jest idealna, ponieważ w tym krótkim tekście każde słowo ma sens, całość jest napakowana uczuciami i spełnia swoją rolę.
Czekam na więcej <3
Wow... Jestem w szoku, aż nie wiem co napisać.
OdpowiedzUsuńSzacunek, umiesz budzić w czytelniku emocje, a to dosyć ważne.